„Klub Hipochondryków” oraz „Klub Hipochondryków 2 – czyli coś dla ducha”

Zwykły wpis

h

 

Klub Hipochondryków” oraz „Klub Hipochondryków 2 – czyli coś dla ducha” to dwie części sztuki granej w renomowanym, warszawskim teatrze – Teatrze Syrena. Jest to komedia opowiadająca o trójce przyjaciół, których łączy wiele rzeczy, ale przede wszystkim hipochondria. Mówi się, że jeżeli człowiek po czterdziestce budzi się i nic go nie boli, to znaczy, że nie żyje. I właśnie w tej sztuce panowie w średnim wieku, prześcigają się w wymyślaniu własnych chorób i dolegliwości. Myślę, że bliższe przybliżanie fabuły nie ma większego sensu, bo można ją w wielu miejscach znaleźć, a wcześniejsze poznanie wydarzeń mogło by odebrać wiele zaskoczeń podczas oglądania. Powiem więc tylko tyle, że bez znaczenia jest kolejność poznawania części wyżej wspomnianej sztuki. Teraz natomiast chciałabym się skupić na krótkiej recenzji.

Za scenografię do spektaklu odpowiedzialny jest Allan Starski, zdobywca Oscara. Rzeczywiście, światowy klimat czuć doskonale, bo dekoracje są dopracowane w najmniejszym szczególe, od sceny zaadaptowanej na mieszkanie do deszczu, który bębni za oknem.                                                                                      


phpThumb_generated_thumbnailjpg (1)

wm

 

Reżyserem spektaklu jest Wojciech Malajkat. Jego perfekcjonizm nie poszedł na marne, ponieważ wszystko potocznie mówiąc „działa”. Akcja jest płynna, tekst idealnie zinterpretowany, a aktorzy dają popis swoich możliwości. Oprócz roli reżysera panu Malajkatowi przypada też odegranie jednego z głównych bohaterów, o imieniu Ken. Głównym jego atutem jest zdecydowanie kamienna twarz, zachowana podczas wygłaszania kwestii, które doprowadzają widownię do łez. Jego spokojny tembr głosu w połączeniu z komiczną sytuacją wywołuje salwy śmiechu.

  mww       mw

Nie powiedziałam jeszcze o autorze, a właściwie autorce sztuki. Jest nią Magdalena Wołłejko, przez pewien czas ukrywająca się pod pseudonimem Meggie W. Wrightt. Jej lekkość pióra jest niesamowita, a poczucie humoru trafiające do każdego widza na najwyższym poziomie. Opowieść jest spójna, przejrzysta, z licznymi zwrotami akcji w najmniej spodziewanych momentach. Jednak przede wszystkim najważniejsze są dialogi, które są tak kapitalne, że w co drugim zdaniu doprowadzają do łez całą widownię. Podobnie jak wspomniany już Malajkat, Magdalena Wołłejko również gra w tej sztuce. Odgrywa żonę jednego z głównych bohaterów, stereotypową blondynkę o imieniu Pamela. Przerysowana do granic możliwości, nie przekraczająca jednak cienkiej linii żenady swymi kwestiami, mimiką i zachowaniem rozśmieszy największego ponuraka.                     

zz   zzz

Kolejnym głównym bohaterem jest Leo, doskonale odegrany przez Zbigniewa Zamachowskiego. Ów Leo jest homoseksualistą, co zwiększa Zamachowskiemu pole do popisu. Mam poważny problem z doborem słów, ponieważ obawiam się, że język polski jest zbyt skromny na ocenę gry tego pana. Majstersztyk, rewelacja, genialność – takie przychodzą mi do głowy. Zdecydowanie jest to najlepsza rola w tym spektaklu, przywodząca mi na myśl kultową już rolę Jerzego Stuhra w filmie „Seksmisja”.

phpThumb_generated_thumbnailjpg      ppp

Ostatnim głównym bohaterem jest Tom, w tej roli oglądamy Piotra Polka, który także obronił swoją postać na najwyższym poziomie. Jego swoboda oraz zestaw min zasługują na ogromny szacunek.

mpp     mp

Wśród ról drugoplanowych możemy obejrzeć różnych aktorów, zależnie od części sztuki. Aby nie przedłużać mojego wywodu nie będę przybliżać sylwetki każdego z nich, wyróżnię tylko jednego – Marcina Piętowskiego, który gra Bena, chłopaka Leo, czyli jak już mówiłam genialnego Zamachowskiego. W tym młodym człowieku drzemie ogromny potencjał i niewyobrażalny talent komediowy, liczę więc na to, że szybko zostanie odkryty przez reżyserów, którzy otworzą przed nim drzwi do kariery.

Spektakl ten jest niekwestionowanym hitem Warszawy, co potwierdza fakt, że bilety o wysokich cenach są często wyprzedane na kilka miesięcy wcześniej, a sala za każdym razem wypełniona jest po brzegi. Ja osobiście podczas wizyty w Warszawie miałam okazję obejrzeć raz część pierwszą i dwa razy część drugą, a i tak z wielką chęcią wybrałabym się po raz kolejny. Są to w sumie cztery godziny doskonałej zabawy, śmiechu, podejścia do świata z dystansem. Serdecznie polecam i mam nadzieję, że już niedługo do skutku dojdą plany przeniesienia owej sztuki na ekrany kin.

wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony http://www.teatrsyrena.pl 

About these ads

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s